19 stycznia 2015

POROZMAWIAJMY O STEREOTYPACH.

W każdym mieście są dzielnice, ulice lub zakamarki, o których krążą legendy. U mnie w mieście też. Pamiętam swoją pierwszą wizytę na jednej z takich dzielnic. W głowie miałam nieciekawy obraz – zakapturzonych mężczyzn w bramach z nożami w kieszeni; agresywnych żuli pod sklepami; puste ulice; lecące z okien puszki czy butelki po piwach. Chociaż mam kilka kilometrów (z 20 minut spacerkiem) do tego miejsca przez uprzedzenia nigdy prędzej nie miałam okazji tam być. Swój okres buntu przechodziłam bardzo późno, dlatego nie chcąc sprawiać problemów tacie nie zapuszczałam się tam. Ale wróćmy do mojej pierwszej wizyty. Pamiętam to jak dziś, a na samo wspomnienie delikatnie zawstydzona uśmiecham się do siebie. Był środek lata, bardzo upalny dzień; miałam na sobie czarną sukienkę, niebieskie sandałki i torebkę, którą z całych sił trzymałam w dłoni. Drugą trzymałam dłoń Przemka, z każdym krokiem mocniej zaciskając i chowając się za jego plecami. Z każdym krokiem zaczęłam sobie uświadamiać, że nie tego się spodziewałam. Dzielnica żyła. Uśmiechnięte dzieci biegały po podwórkach, dorośli siedzieli na ławkach, murkach, krzesłach. Na jednej z polan były akurat prowadzone warsztaty, w których każdy – zarówno kilkulatek jak i kilkudziesięciolatka znaleźli coś dla siebie. To miejsce pomimo unoszącego się kurzu tętniło życiem, zauroczyło mnie. Nie powiem, że było idealnie, jednak nie takie wyobrażenie tego miejsca miałam, uświadomiłam sobie jak bardzo stereotypy podcinają skrzydła miejscu i mieszkańcom. 
Wracam dziś do domu. Mieszkam na obrzeżach centrum miasta od prawie 25 lat, w tym samym bloku, w tym samym mieszkaniu, mam tych samych miłych sąsiadów; a jednak odczuwam strach. Chociaż z przystanku do domu mam z 5 minuty czuję niepokój. W bramie stoi grupka osób z piwami, na ulicy leży pijany, agresywnie zaczepiający każdego przechodnia mężczyzna. W klatce obok ktoś kilka dni temu wybił szybę. Ze spuszczoną głową przyspieszam kroku by jak najszybciej znaleźć się w domu. Wchodząc do klatki szybko zamykam za sobą drzwi i dopiero odczuwam spokój. Z każdym spokojnym oddechem przychodzą kolejne myśli. Zastanawiam się, co decyduje o skazaniu kogoś na stereotypy. Dlaczego pozwalamy im wciąż żyć, dlaczego powtarzamy wciąż te same często mało prawdziwe opowieści sprzed 10, 15 czy 20 lat? Za tak tolerancyjnych i otwartych ludzi się uważamy, a jednak idziemy na łatwiznę oceniając rzeczywistość przez wpojone nam etykiety.
Samej ciężko mi obiektywnie patrzeć na wiele spraw, jednak takie sytuacji jak dziś pozwalają otworzyć mi oczy i odkleić kilka łatek. Siadam dziś z kubkiem białej herbaty z kawałkami malin i analizuję ostatnie dni, ile razu mijanej osobie przykleiłam łatkę, ile razy spojrzałam na miejsca przez etykietkę, ile razy stereotypy wzięły górę. Zawstydzam się, przez najbliższe dni mam zamiar powoli odklejać łatę.

Sweter - SinSay | Spódnica - Reserved | Buty - Centro | Torebka - Mogato | Zegarek - Mohito | Naszyjnik - Choies


12 stycznia 2015

SPÓDNICA Z KOŁA

Rozkloszowane spódnice były moją miłością od pierwszego wejrzenia. Z radością przyglądałam się jak po czasach ołówkowych fasonów na salony powróciły spódnice z koła. Z jednej strony fason ten pozwalał mi wymodelować moją chłopięcą sylwetkę podkreślając prawie niezauważalną talię oraz maskując moje masywne biodra i uda. Natomiast z drugiej strony nawiązywały do moich ukochanych w modzie lat 50. Retro od zawsze mnie fascynowało i inspirowało. Mamy to szczęście, że przyszło nam żyć w czasach, gdzie po ewolucjach w długości mamy całą gamę dostępnych długości. Chociaż najlepiej czuję się w długościach midi to, jeśli chodzi o spódnice z koła to w tych do długości około kolan czuję się najlepiej. To właśnie ta długość otwiera przede mną największy wachlarz możliwości połączeń - z dłuższym swetrem kończącym się na równi ze spódnicą, zwykłą bokserką, koszulą, luźnym sweterkiem. Chociaż owe zestawy najbardziej lubię w okresie wiosennym lub jesiennym teraz postanowiłam poeksperymentować w cieplejszych, zimowych zestawieniach ;)

Spódnica - Reserved | Naszyjnik - Reserved | Sweter - F&F | Buty - Renee



8 stycznia 2015

KRATA Z KRATĄ

Pozwólcie, że opowiem Wam dziś historię pewnej sukienki. Podczas wielkich czystek w mojej szafie i dopasowywania ubrań do swojego rozmiaru okazało się, że została mi jedna sukienka. Z racji swojego uwielbienia do tego typu ubrań rozpoczęłam poszukiwania ideałów. Miały mieć proste kroje, miały być ciekawe i z charakterem, miały być wygodne i uniwersalne. I tak oto przechadzając się po sklepach przeglądałam wielokrotnie wieszaki, a moja nadzieja na znalezienia czegoś, co idealnie będzie pasować, na co dzień malała z każdym kolejnym dniem. 
Zrezygnowana dla zabicia czasu w oczekiwaniu na tramwaj weszła do sklepu znajdującego się przy nim. Moim oczom ukazał się ideał – rozkloszowana, z długim rękawem, idealnej długości, luźna, z kraciastą wstawką i kieszeniami. Serce szybciej mi zabiło, oczy szeroko się otworzyły. Z uśmiechem zaczęłam przeglądać kolejne wieszaki w poszukiwaniu mniejszego rozmiaru – nie udało się. A przecież w tej mogłabym się cała schować. Przygnębiona spojrzałam na zegarek, opuściłam głowę i wolnym krokiem zaczęłam kierować się ku wyjściu, aż… pragnienie posiadania jej i wyobrażenia zestawów z nią wzięły górę. Wróciłam się i wzięłam jednego z tych olbrzymów do sklepowej przymierzalni. Z ogromnym uśmiechem na twarzy przyglądałam się sobie w lustrze widząc, że talia jest sporo obniżona, a jej gabaryty gubią się na mojej sylwetce. Owinęłam się szalem i wyszłam z przymierzalni by jeszcze raz spojrzeć na siebie w sukience. Pochwalona przez ekspedientki ściągnęłam sukienkę i wyruszyłam z nią do kasy, jak się okazało nie tylko ja... ;)

Sukienka - Outlet | Szal - butik | Buty i torebka - Centro | Zegarek - Agora, podobny na fabrykazegarkow


Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny